W sobotę, dnia 21.06. nasz team udał się w godzinach popołudniowych do niezwykle urokliwej bieszczadzkiej miejscowości o nazwie Polańczyk, niedaleko Soliny. Podróż ta była związana z maratonem, który miał się odbyć na zajutrz w niedzielę. Droga do Górzanki, w której mieliśmy zakwaterowanie przebiegła dość szybko, a niezwykle ciekawe i piękne widoki jeszcze bardziej ją umilały. Wszystkim towarzyszył dobry humor, a pogoda jeszcze bardziej zachęcała do tego, aby udać się na kolację i wieczorny spacer nad Solinę. Tak więc po rozkwaterowaniu pojechaliśmy na tamę nad „bieszczadzkim morzem”, gdzie odpoczywaliśmy i przygotowywaliśmy się do nadchodzących wielkimi krokami zawodów. Po powrocie do pensjonatu wszyscy poszli szybko spać, aby rano być wypoczętym.
Po niezmiernie „długiej” nocy i porannym śniadaniu przybyliśmy do Polańczyka na miejsce startu maratonu. Nasz team brał udział w dystansach: Giga, czyli 70 km (Kuba, Mateusz, Tomek) oraz Mega, czyli 50 km (Martyna, Krzysiek, Rafał).
Po szybkim i niebezpiecznym wystartowaniu, trasa przebiegała asfaltem pod górkę, gdzie następnie po wjechaliśmy na drogę polną, a potem do lasu. Już na początkowych kilometrach trasy dla nieostrożnych, mogli zakosztować darmowego „spa”, którym była kąpiel błotna. Wielkim, ale miłym zaskoczeniem były następnie rzeczki, które trzeba było przejechać. Jedni zawodnicy przechodzili z rowerami, a inni dzielnie zmagali się z atakującym mułem i śliskimi kamieniami rzecznymi. Trasa była bardzo urozmaicona. Raz jechało się przez las, potem polami i łąkami, było też trochę asfaltu, aż dotarło się do mety. Niezwykle piękne jak i nader urokliwe tereny sprawiały, iż maraton był jak „katharsis” nie tylko dla ciała i umysłu, ale też i dla ducha. Już na ostatnich kilometrach przed metą dzielnie wspierała nas młodziutka sarenka, która przebiegała przez pobliską polankę. Rywalizacja była bardzo ostra, co potwierdza niestety wypadek naszego kolegi Rafała. Dzięki kaskowi, który miał obowiązkowo na głowie uniknął śmierci, a przeszedł ciężką operacje kręgosłupa. Całe szczęście operacja się udała i chłopak wróci do pełnej sprawności. Tak więc jest to ostrzeżenie dla wszystkich, co nie noszą kasków. Po przybyciu do mety Martyna źle się poczuła, ale całe szczęście skończyło się to tylko omdleniem.
Pomimo tego nieszczęścia, dwóch zawodników stanęło na podium. Kuba zajął 6 miejsce w swojej kategorii wiekowej mężczyzn na dystansie Giga. Również 6 miejsce zdobyła Martyna w swojej kategorii wiekowej na dystansie Mega.
Mając mieszane uczucia udaliśmy się odwiedzić w szpitalu Rafała jak i następnie zaczęliśmy wracać do Krakowa. Okazało się, że nie jest to koniec naszych przygód. W nocy, ok. 120 km od Krakowa zepsuł się samochód. W związku z tym, iż po drodze nie było żadnych moteli, a samochód odmówił posłuszeństwa byliśmy zmuszeni do nocowania pod namiotami. W poniedziałek po schowaniu namiotów pojechaliśmy na rowerach do Tarnowa skąd wróciliśmy pociągiem do domu. Do Krakowa udało nam się dotrzeć w godzinach popołudniowych, w związku z czym sklep był nieczynny1.
Podsumowując maraton w Polańczyku można stwierdzić, że zawody te wystawiły nas na próbę naszej wytrzymałości jak i przyjaźni. Powiedzenie „w grupie siła” jest bardzo dobrym powiedzeniem. Jednak pomimo tylu zdarzeń, był to owocny wyjazd (aż dwa podia, a dopiero się rozkręcamy :) ). Chcielibyśmy też podziękować widzom na trasie, którzy dzielnie nam kibicowali, a w szczególności Irince, która robiła przepiękne zdjęcia i nas wspierała.
Serdecznie zapraszamy do oglądania naszych zdjęć w galerii. Pamiętajcie, taka rzecz jak KASK MOŻE URATOWAĆ ŻYCIE. A teraz zostawiamy Was mam nadzieję z ciekawością i niedosytem naszych przygód. Tak więc, czekajcie na nasze relacje z kolejnych maratonów. Pozdrawiamy i do zobaczenia na trasie :)

FREESPORT TREK TEAM